10 lecie

Artykuł pochodzi z Kerrang! Magazine z dnia 10 sierpnia 2011 roku.

10LAT

10 lat

4 albumy

21 złotych płyt

3 perkusistów

To jest niesamowita historia My Chemical Romance!

Czterech członków My Chemical Romance siedzi razem wokół stołu w restauracji w lizbońskim hotelu. Za nami znajduje się Barrio Alto, a przenikliwy błękit nieba usiany jest chmurami.
Jednak tematem rozmowy nie jest to jak przyjemnie tu jest; Jest to artykuł o tym jak osobliwe wydają się być piosenki, które zostały napisane przez kolesi, którzy nic nie znaczyli w piwnicy w New Jersey w 2001 roku. Dziesięć lat później, zaprowadziło ich to do tego momentu. Kiedy Gerard Way, jego brat i basista Mikey oraz gitarzyści Frank Iero i Ray Toro przypomnieli sobie drogę przez swoją historię, bardzo się śmiali ze wspomnień o starych czasach i ich dawnych przyjaciołach z przeszłości.
Jednak są też takie czasy, które były ponure. Ponieważ pomimo sukcesu, historia sukcesu My Chemical Romance nie zawsze była radosna. Był alkoholizm i uzależnienie od narkotyków, były upadki i chwile gdy bali się, że stracą rozum.
Wzruszające jest to jak o tym mówią, pojawiają się nawet przeprosiny, kiedy jeden członek zespołu uświadamia sobie, że zniechęcał drugiego. Są też rewelacje, momenty autentycznego szoku ponieważ, ktoś w zespole nie wiedział o istnieniu pewnych faktów. Jednak dzisiaj są w nastroju do wyciągnięcia wszystkich swoich sekretów.
W końcu, po tym jak rozmawiali o ostrości Three Cheers For Sweet Revenge, która zrobiła z nich gwiazdy, po triumfie i szaleństwie The Black Parade, Gerard pochyla się na minutę.
Myśli o pierwszym występie zespołu w VFW Hall w Ewing, New Jersey, który odbył się w październiku 2001 roku. Wracając do tamtych czasów, ich perkusista, był ich starym przyjacielem, którego nazywali Matt ‚Wydra’ Pelissier; Frank, bardziej jako ich przyjaciel niż członek zespołu, był frontmanem zespołu, Pencey Prep. I po krotce, Gerard przyznaje, że  wciąż pamięta wrzawę, energię i surowość tamtego występu.
Następnie mówi, „Patrząc teraz na Lizbonę, ciężko jest spojrzeć na tamte piwniczne występy. Piosenki, które napisaliśmy dosłownie i metaforycznie są mile stąd, przywiodły nas tutaj. To jest bardzo dziwne, ale również fajne.”
Teraz, kiedyś, oto ich podróż…

JAKI BYŁ WASZ PIERWSZY WYSTĘP?
Frank: „Wszyscy byli pijani. Każdy był bardzo zdenerwowany więc poszliśmy do vana Pencey i upiliśmy się.”
Mikey: „Wypiłem siedem piw w pięć minut. To było takie przerażające.”
Frank: „Kiedy w końcu weszli na scenę to było jak oglądanie huraganu. Całe to miejsce oszalało. Ray i Gerard kopali się nawzajem, to było zajebiste. Wiedziałeś, że coś ważnego się działo. Od pierwszej zagranej nuty jaką zagrali byli moim ulubionym zespołem.
Ray: „Jestem cichym kolesiem, ale ta muzyka sprawiła, że chciałem wyrzucić wszystko z siebie. W  My Chem to się czuło inaczej: robiliśmy muzykę, nigdy nie pisałej wcześniej. Była w tym energia.”
Gerard: „Potem czułem się, jakbym miał wypadek samochodowy – ale w taki dobry sposób.  To była prawdziwa magia. Nie mogliśmy grać piosenek bez wczucia się: mieliśmy próbę i zaczęliśmy się kaleczyć; musieliśmy przetrwać dzięki muzyce i graniu, nie mieliśmy niczego innego.”

CZEMU POPROSILIŚCIE FRANKA, ABY DOŁĄCZYŁ DO ZESPOŁU?
Gerard: „Kiedy oglądaliśmy Pencey Prep na scenie, to było oczywiste czego nam brakuje. Wiedzieliśmy, że sami jesteśmy już niczym dynamit, ale potrzebowaliśmy tego więcej. Frank był właśnie tym ekstra ładunkiem wybuchowym.”
Frank: „Spotkaliśmy się w momencie kiedy nagrywali demo [singla] Vampires Will Never Hurt You i naprawdę się naćpałem. Ray  przygotował 14 różnych partii gitarowych i ktoś powiedział, >>Jeśli dodacie drugiego gitarzystę, możecie to zagrać na żywo.<< Ktoś odpowiedział, >>Jedyny koleś, którego rozważamy jest w tym momencie zbyt naćpany, żeby wstać z kanapy<<”. To był pierwszy raz, kiedy pomyślałem, że mogę grać w moim ulubionym zespole – to mnie zajebiście przerażało.”

GERARD RYSOWAŁ KOMIKSY I NAPISAŁ KILKA KTÓTKICH HISTORYJEK, JEDNAK TYLKO NIELICZNI JE WIDZIELI. CZY NAGRYWANIE WASZEGO DEBIUTU BYŁO W KOŃCU SZANSĄ DO POKAZANIA SIĘ?
Gerard: „Tak. Miałem dziwaczne notesy pełne zapisków o tym, jak koszmarnie się czułem gdy miałem 20 lat. Byłem naprawdę nieusatysfakcjonowany tym gdzie ja – i wszyscy których znam – musieliśmy skończyć. Wszyscy mieliśmy skończyć nigdzie. Tak właśnie większość zespołów się narodziła.”

I BROUGTH YOU MY BULLETS, YOU BROUGHT ME YOUR LOVE ZOSTAŁO WYDANE W LIPCU 2002 ROKU. CO O TYM MYŚLISZ TERAZ?
Ray: „Możesz usłyszeć nerwowość i podniecenie. Każda piosenka przyśpiesza co daje im więcej charakteru. Lubię ostrość, szczególnie w wokalu. To brzmi bardzo prawdziwie. Trochę mnie nawet wzrusza. Early Sunsets Over Monroevill jest zupełnie inna do tej pory stworzyliśmy – jest niesamowita.”

CZY PO WYDANIU MIELIŚCIE JESZCZE JAKIEŚ CELE?
Frank: „Mieliśmy tak właściwie jeden – iść jak najdalej od domu jak to jest tylko możliwe. Chcieliśmy po prostu grać. Graliśmy wszędzie i z każdym, po prostu byliśmy zajebiści.”
Gerard: „Graliśmy z chrześcijańskimi zespołami, metalowimi, hardcorowymi, indie i z wieloma innymi. Tylko piątka albo dziesiątka ludzi była na występach tylko po to, aby nas zobaczyć, ale to byli nasi ludzie. I byli tak samo głośni jak my. Raz widziałem, jak ktoś pobił dzieciaka, który nas skrytykował. To było niesamowite.”

JEDNAK PODCZAS TRASY, GERARD I MIKEY ZACZĘLI PIĆ…
Gerard: „Alkohol był narzędziem zwieńczenia. Było po prostu tak dużo czasu do zabicia. I muzyka była tak intensywna; miała w sobie dużo mroku i dziwnych rzeczy, a ja musiałem przez nie przejść za każdym razem gdy graliśmy. To było powodem, dla którego tak dużo piłem.”
Mikey: „Tęskniłem za domem i byłem zdenerwowany na scenie. Nie pamiętam, żeby sprawiało mi to przyjemność.”

W listopadzie 2003 roku, życie wyglądało dobrze dla My Chemical Romance. Podpisali kontrakt z wielką wytwórnią, a koncertowanie w Europie i Ameryce dało im małą lecz lojalną grupę fanów. Zaczęli również myśleć o swoim drugim albumie, Three Cheers For Sweet Revenge. „Zdecydowaliśmy,” powiedział Ray, „że nic nie powinno być tabu. Jeśli piosenka była świetna, powinniśmy ją zrobić i nie cenzurować jej, ani nic z tych rzeczy.”
W 7 Studios w Los Angeles, producent Howard Benson bardzo na nich naciskał. Nie był zachwycony ich demo, ale Gerard rozpoznał coś. „Zawsze szukał gwiazdy w zespole,” powiedział, „i Gerard był tym odpowiednim kolesiem na stanie się gwiazdą.” Więc przekonał go do dołączenia emocji i nakłonił do przyjęcia różnych tożsamości dla każdej piosenki. „Pamiętam jak Howard zachęcał mnie do stania się dziwakiem,” powiedział Gerard.
Jednak w ciągu sesji nagraniowej, stało się coś co odbiło się na braciach Way. Miesiąc wcześniej ich babcia – która wprowadziła ich w świat muzyki – umarła. Gerard przelał swoje uczucia na album, a szczególnie na Helenę, nazwaną po babci. W przeszłości powiedział, że „Całą złość, mściwość, lęk, agresję i truciznę – wszystkie emocje, które przeżywasz rozpaczając – to pojawiło się na… Revenge.”
I dodał te emocje do alkoholu, Xanaxu, tabletek oraz kokainy.

JAKI WPŁYW NA NAGRANIE MIAŁA ŚMIERĆ WASZEJ BABCI?
Gerard: „Po śmierci babci powrót do muzyki był jedynym miejscem, które sprawiało, że czuliśmy się dobrze. Ale na drodze stała dalej sprawa alkoholu i narkotyków. Zdecydowanie w Los Angeles pozwoliłem temu się rozwinąć.”

TO SIĘ STAŁO CAŁKIEM SZALONE DLA WAS. FRANK POWIEDZIAŁ, ŻE WYSZEDŁ W PIĄTKOWĄ NOC, WZIĄŁ PIGUŁKĘ I OBUDZIŁ SIĘ DOPIERO W PONIEDZIAŁEK, ZUPEŁNIE POZBAWIONY WSPOMNIEŃ Z MINIONEGO WEEKENDU…
Frank: „Taak, to było dziwne. Obudziłem się i nie wiedziałem nawet jaki jest dzień.”
Gerard: „To samo przytrafiło się kilku z nas. Kiedy nie robiliśmy muzyki, powstawała mgła. Kilku z nas eksperymentowało z tabletkami. Wszyscy po prostu znikaliśmy podczas dni, kiedy nie byliśmy w studiu.”
Ray: „Serio? Nie miałem pojęcia, że takie rzeczy się działy. Byłem taki naiwny. Wiedziałem, że było kilka takich wypadków ponieważ rozmawiałem raz po jednym takim z Gerardem, ale nie widziałem nic tak innego. Jestem poniekąd zaskoczony; Nie wiedziałem o tym do dzisiaj. Frank brał pigułki? To dla mnie nowość.”

CZY TO MIAŁO WPŁYW NA PŁYTĘ?
Gerard: „Nie mogłem śpiewać pewnego ranka, kiedy całą noc brałem kokainę. Czułem się okropnie, więc powiedziałem Ray’owi i następnie mieliśmy poważną pogadankę. Nie było to później problemem do momentu aż wyjechaliśmy w trasę.”

Po występie w Kansas w lipcu 2004 roku, problem stał się na tyle poważny, że trzeba było się z nim zmierzyć. Po połączeniu 3,5 grama kokainy z pigułkami i codzienną butelką wódki, Gerard miał załamanie. „Brałem dużo kokainy,” komentuje, „I upadłem.”
Jednak razem z Revenge, która dopiero co wyszła, wiązały się koncerty w Japonii, które musiały zostać zagrane. Wtedy, Gerard stracił rozum, Zatraciwszy się w samo-destrukcji podczas ostatniego występu, zataczając  się zszedł ze sceny i upadł w kałużę własnych wymiocin. Głęboko zmartwiony Ray powiedział prosto:
„Potrzebujesz pomocy.”
Gdy wrócili do domu, wiedzieli, że są również inne problemy: poczucie, że perkusista, Matt Pelissier nie był dość dobry dla zespołu. Wiec, gdy Gerard udał się do psychiatry i zaczął odwyk, Matt został zastąpiony przez ich starego kumpla, Boba Bryara. Następnie My Chemical Romance zadecydowało, że to jest czas, aby być poważnym.
„Wyszliśmy z taktycznym planem.”, powiedział Frank. „Nie chcieliśmy, aby zespół się rozpadł, więc musieliśmy go naprawić. W związku z czym wszyscy musieli zabrać się do roboty. Nagranie ledwo co wyszło i byliśmy bardzo z niego dumni. Rozwiązanie zespołu nie wchodziło nawet w grę.”
Więc zrobili to co zrobili na początku: wyjechali w trasę.
„Od tamtego momentu nie mogliśmy patrzeć w przeszłość.” powiedział Gerard. „Pracowaliśmy ciężko, pracowaliśmy ciągle. Wszystko było stało się poważne i z cholernym poświęceniem.”
I z biegiem czasu przyszło im nagrywać kolejną płytę, ich etyka pracy sprawiła, że stali się sławni. Kiedy The Black Parade wyszło zza horyzontu, z nic nie znaczących kolesi z gitarami stali się gwiazdami rocka. Ale jak tylko stawali się sławni, zauważali, że krytyka i pochwały mają swoje plusy i minusy.
Kiedy w kwietniu 2006 roku polecieli do Los Angeles aby nagrywać – tym razem daleko od domu  w, jak mówi zespół, nawiedzonej posiadłości Paramour – z producentem Green Daya, Robem Cavallo. Wtedy przelała się czara goryczy. Mikey, dla przykładu, był nękany, że opuścił czasowo zespół aby szukać pomocy dla swojej depresji oraz problemów z alkoholem i narkotykami. W tym samym czasie reszta My Chemical Romance nie była wcale tak daleko od szaleństwa.

JAKIE SĄ TWOJE WSPOMNIENIA Z TWORZENIA THE BLACK PARADE?
Gerard: „Zespół stał się naprawdę sławny, więc ciążyła na nas wielka presja.  To było bardzo ciężkie dla nas.To było dla nas trudne. Było wiele oczekiwań wobec tego co zrobimy, więc robiliśmy na odwrót. Stworzyliśmy szalony album.”

WYSIŁEK ZWIĄZANY Z PRZEKONANIEM MIKEY’EGO DO ODEJŚCIA I SZUKANIA POMOCY…
Mikey: „Miałem 23-24 lata, piłem. Osiągnąłem wiek, kiedy wiele emocji i hormonów mają na ciebie duży wpływ. Nie czułem się dobrze ze sobą. Kilka spraw wymagało naprostowania.”
Gerard: „Nie wydaje mi się, żebyś robił coś źle. Przeżywałeś po prostu to wszystko co się nam przytrafiało.”
Ray: „Nigdy nie miałem szansy do powiedzenia tego właściwie, więc chciałbym to powiedzieć teraz: Przepraszam cię, Mikey. Wiem, że dołożyłem się do tego, przez co musiałeś przejść. Straciłem rozum. Presja sprawiła, że myślałem wtedy tylko o dążeniu do perfekcji. Jednak pomyliłem perfekcyjną grę z dobrą. Przepraszam, że stworzyłem taką niezdrową atmosferę.”
Mikey: „Nie musisz przepraszać, Ray.”

TO BRZMI JAKBY ALBUM BYŁ NAGRYWANY W NIEZDROWEJ ATMOSFERZE.
Ray: „To było niezdrowe. Weszliśmy w to z najlepszymi intencjami, w moim przypadku, te intencje wyrażały się w zupełnie złej drodze. Siadaliśmy w pokoju, żeby pogadać atmosfera była to bani. To były ciężkie czasy. Wszyscy straciliśmy głowy.”
Gerard: „Ray był perfekcjonistą, a ja lunatykiem. Próbowałem nadzorować wszystko. Chciałem wszystko zmieniać nagle: piosenka jednego dnia, brzmiałaby inaczej, a drugiego dnia, nakłaniałbym wszystkich do jej zmienienia. Oszaleliśmy. Miałem obsesję na punkcie śmierci. Przez ten czas obejrzałem Pasję Mela Gibsona [film z 2004 roku] z wyłączonym dźwiękiem. Nie mogłem być bardziej nieszczęśliwy. Zakończyłem związek – miałem też obsesję, że moje życie prywatne zostało zniszczone.”
Mikey: „Wszyscy staliśmy się chorobliwie mroczni. To było jak choroba.”
Ray: ‚Nauczyłem się dużo o tym, czego nie robić podczas nagrania. Możesz sprawić, że zainspirujesz ludzi, ale możesz też sprawić, że ich zastraszysz. Na The Black Parade wybrałem złą drogę.”

JAKICH SPODZIEWALIŚCIE SIĘ REAKCJI NA THE BLACK PARADE?

Frank: „Spodziewaliśmy się, że każdy będzie nienawidzić jej przez nasz sukces związany z Revenge. Czekaliśmy, aż ktoś rozerwie ją na strzępy. Jednak, na początku nie było ani dobrych, ani złych reakcji. Ludzie dziwnie na nas patrzyli, więc wyruszyliśmy w trasę. Po roku zaczęliśmy się stawać coraz więksi – więc musieliśmy robić wszystko, nawet mimo tego, że byliśmy wyczerpani. To było szalone, nie mogliśmy powiedzieć „nie” czemukolwiek. Czuliśmy, że jesteśmy to winni tej płycie.”

DŁUGA TRASA PROMUJĄCA THE BLACK PARADE BYŁA NAZNACZONA CHOROBAMI, WYPALENIEM ORAZ KONTUZJAMI. JAKIE BYŁY WASZE ODCZUCIA?  KIEDY TO SIE ZACZĘŁO?
Mikey: „Były takie czasy, kiedy nie wiedzieliśmy w jakim kraju obecnie gramy, nie wiedzieliśmy wszystkiego. Ktoś mógł wskazać nas na scenie, a my i tak spojrzelibyśmy za palcem, nie wiedząc, że chodzi o nas.”
Frank: „Tak właściwie, to nie my tutaj dowodziliśmy.”
Gerard: „…ale nie rozmawialiśmy również zbyt dużo. byliśmy cisi. Słuchaliśmy muzyki na słuchawkach, nie gadaliśmy ze sobą.”

MIELIŚCIE WIĘC MAŁO ZABAWY?
Gerard: „Nie, nie mieliśmy.”
Frank: „To był problem. Nie bawiliśmy się tym. Zaczęliśmy zapominać, że jesteśmy ludźmi.”

Trasa zakończyła się występem 9 maja 2008 roku w Madison Square Garden, 19 miesięcy po tym jak My Chemical Romance wyruszyli w trasę. Zespół był gotowy zawiesić działalność. Wyczerpani, pozwani przez  Daily Mail, za przewodniczenie kultowi samobójstwa; wychwalani, krytykowani i doprowadzeni do skraju wytrzymałości. Stali się również jednym z największych zespołów rockowych na świecie; ich podróż z piwnicy w Jersey na światową arenę była spektakularna. Być może nadszedł dobry czas, aby zniknąć.
„Po The Black Parade, bycie w zespole zaczęło sprawiać wrażenie bycia pracą.” powiedział Ray. „Wszystko co chcieliśmy robić to grać muzykę, ale inne mniej ważne rzeczy, którymi przyszło nam się zajmować stanowiły cały nasz dzień. Chcieliśmy ponownie zacząć jako nieznany zespół, w taki sposób moglibyśmy znowu grać, bez całej tej cholernej otoczki.”
Frank tego dokonał. Aby się odprężyć, założył hardcorowy zespół, Leathermouth i wrócił w trasę. Reszta zespołu postanowiła odpocząć.
„Przywykłem do nie uczestniczenia w tym wszystkim i spodobało mi się to,” powiedział Gerard. „Tak właściwie, to spodobało mi się to, że nie jestem w to zaangażowany.”
Wziął ślub i stał się tatą, to samo zrobił Frank, jednak presja związana z nagrywaniem wróciła.
„Byłem ojcem dwa tygodnie, po czym wróciłem do studia.” powiedział Gerard. „Miałem do tego taki stosunek, >>Po prostu nagrajmy to szybko. Czułem, że wszyscy chcą, abyśmy nagrali kolejną płytę, ale ich nie obchodziło to co my mamy do powiedzenia.”
Byli bardzo blisko wydania płyty. Jednak  po zaprezentowaniu jej wytwórni, dziennikarzom i przyjaciołom, wyrzucili ją do kosza. Gerard tłumaczył, że „nie miała w sobie tego czegoś.”

Był także inny powód – perkusista Bob Bryar został poproszony, aby opuścił zespół – ich jedynym wyjaśnieniem tej decyzji było to, że „to po prostu musiało się wydarzyć”.
I właśnie tak, rok temu wrócili ponownie do studia z Robem Cavallo aby nagrać Danger Days: The True Lives Od The Fabulus Killjoys, płytę tak energiczną i szybką, przesiąkniętą, apokaliptyczną, imprezową muzyką, która spotkała się z sensacyjnymi recenzjami. Z wyraźnymi kolorami, w końcu, My Chemical Romance wróciło.

I tak oto wracamy na dach restauracji w lizbońskim hotelu. Czterech członków zespołu ciągle rozmawia i rozmyśla o starych czasach oraz ich podróży. Dziesięć lat spędzonych w zespole przyniosły im wspólną historię, te same wspomnienia, przez co często kończą nawzajem swoje wypowiedzi. Przed swoim pójściem, Ray Toro zdobywa się na wygłoszenie ostatnich słów dotyczących relacji między członkami zespołu.
To niewiarygodne, że przez to wszystko przeszliśmy.” mówi. „Myśląc o Franku, naćpanym na tamtej kanapie mam wrażenie, że to było w zupełnie innym życiu. I wiecie co? Nasza czwórka jest ze sobą mocniej związana niż była kiedykolwiek.”

Kluczowy moment
„Poczuliśmy się jak zwycięzcy…”

Jak przyjąć obrzucenie butelkami podczas festiwalu w Reeding: MCR o swoim występie w 2006 roku.
Gerard: „Zarówno ludzie jak i ja byliśmy w szoku że gramy po Slayerze – to zespół-legenda. Agresja, kipiała z małej grupki w tłumie. Następnie, niefortunnie powiedziałem ludziom, żeby rzucali w nas rzeczami. To był naprawdę wielki błąd.”
Ray: „Rzucali w nas wszystkim: piłkami golfowymi, butelkami z moczem, wszystkim.”
Frank: „Jakie to uczucie zostać uderzonym jedną z takich rzeczy? To naprawdę cholernie boli.”
Gerard: „Moim najgorszym momentem był ten, kiedy na końcu piosenki, przechodziłem przez scenę po mikrofon.  Poślizgnąłem się na brzoskwini i potłukłem sobie tyłek.”
Mikey: „Na końcu spojrzeliśmy na to wszystko i poczuliśmy się jak zwycięscy…”

(tłumaczenie dla mychemicalromance.com.pl – Dr.Ienzo)