kerrang102007

Artykuły

Kerrang – październik 2007

kerrang2007.jpg
Jakie jest Twoje ulubione jedzienie?
Potrawka Curry. Trudno ją teraz dostać, musisz się naprawdę postarać.

Bez której rzeczy nie wyobrażasz sobie życia?
Bez butów, które mam właśnie na sobie. To są buty spadochroniarskie, które dostałem kilka lat temu na jakiejś sesji zdjęciowej. Zawsze mam je na sobie. Są stare, ale mocne i wytrzymałe, dlatego są świetne. Mają wiele charakterów.

Ktory komiks Ciebie najbardziej zainspirował?
„Doom Patrol” Grant’a Morrison’a. Grant to mój ulubiony rysownik, lekko niedoceniony. Jest istnym geniuszem, a jego komiksy są pełne zwariowanych pomysłów. Jest jednym z tych artystów, którzy nie troszczą się o logiczną spójnośc swoich historyjek, tzn., że jeżeli ktoś wynajmie go do narysowania Supermana albo X-Mena, on pominie i kompletnie wywróci do góry nogami fakty o których była mowa we wczesniejszych komiksach i opowie historię na swój sposób.To bardzo odważne i ryzykowne.

Co Ci pomaga w chwilach zwątpienia?
Zazwyczaj w trasie mam przy sobie książke „Buszujący w zbożu” J.D.Salinger’a. Jest to świetna książka na depresję. Miałem takie momenty w zyciu w których czułem się kompletnie wyczerpanym a ta ksiązka była czymś w rodzaju oczyszczeniem moich myśli.

Masz jakieś upiorne doświadczenia?
Dużo zwariowanych zdarzeń miało miejsce w Paramour Mansion, gdzie nagrywaliśmy „The Black Parade”. Pewnego dnia robilismy z Mikey’em kawę w kuchni, gdy w pewnej chwili ot tak sobie drzwi prowadzące do piwnicy, do której nikt od dawna nie wchodził, z hukiem otworzyły się. Uciekalismy przestraszeni jak panienki! Ponadto słychac było krzyki, rozmowy i panował nienaturalny chłód.

Jak wyglądał najlepszy żart,który został Wam zrobiony?
Green Day są zawodowymi kawalarzami. Ostetniego koncertu podczas naszej wspólnej trasdy graliśmy jeden z naszych najtrudniejszych set’ów. Najpierw opryskali nas wodą z wodnych pistoletów i poprawili piwem. Potem latali ze świetlnymi mieczami i wrzucali mnóstwo popcornu na scenę. I tak cały czas od momentu gdy zagraliśmy drugą piosenkę aż po ostatnią. To było szalone, byliśmy kompletnie mokrzy.