CONVENTIONAL WEAPONS
Piątek, 14 września 2012 | Napisane przez: Frank

.

Drodzy przyjaciele,
Pozwólcie, że zabiorę was w krótką wycieczkę w dół alei wspomnień… Rok 2008 był najlepszym jak i najgorszym dla nas czasem… po latach bezustannej pracy i podróży, The Black Parade przyszło i odeszło i tym samym zespół My Chemical Romance osiągnął praktycznie każdy wymierzony przez siebie cel. Nagrania się sprzedały, drzwi zostały wyważone, narobiliśmy sobie wrogów i pokonaliśmy ich… Poczułem, że naprawdę poczyniliśmy jakąś zmianę. Jeżeli był kiedyś czas aby włożyć w to całą wiarę, poczekać na odpowiedni dzień i wejść na sam szczyt… to było właśnie wtedy. Jednak tacy właśnie byliśmy, wciąż stosunkowo młodzi i szeroko otwarci, przyszłość sprawiała wrażenie, że jest błogosławieństwem ale również klątwą, kiedy zastanawialiśmy się ‚co do cholery będzie dalej?’ Duża część mojego istnienia była przekonana, że w tym momencie zespół się skończył i tak właśnie, tak to się stało, depresja weszła nam w drogę.

Dorosłem i spędziłem większość moich wczesnych lat dorosłości będąc w tym zespole, myśl o tym, że ten rozdział się zamyka był ciężkim orzechem do zgryzienia. Jednak tamtego listopada otrzymałem telefon od Gerarda, który mnie z tego koszmaru obudził. Rozmawialiśmy chwilę o zespole, o tym czemu kochamy w nim być i czego nienawidzimy. Rozłączyliśmy się z obietnicami, że będziemy się kontaktować i planować następne nagranie. W nadchodzących miesiącach wykonywaliśmy sporo pracy. Pomysły zaczęły przybierać kształt… były rozmowy o tym jak piosenki powinny brzmieć, wymiana nagrań do inspirowania się i w końcu bukowanie lotów do naszego „domu” w Los Angeles, na wstępne produkowanie.

Patrząc z perspektywy czasu na tamten pierwszy telefon, myślę, że chcieliśmy powiedzieć sobie jeszcze ten jeden raz „Tęsknię za wami. Lubię tworzyć z wami muzykę i godzić się z tym wszystkim co razem z tym przychodzi, dobrym oraz złym, ciągle chcę to robić.” Kiedy jesteś w zespole tak długi czas jak my byliśmy i kiedy osiąga się pewien poziom… czasami wszystko co umiesz to nagrywanie płyt. Zapominasz o tym jak robi się najprostsze rzeczy. Jak na przykład kontaktowanie się z przyjaciółmi i robienie muzyki. Żadnych zasad, żadnych oczekiwań. Patrząc na swoje błędy może powinniśmy po prostu zamknąć się w pokoju i narobić dużo hałasu dopóki nie będziemy na tyle zainspirowani, żeby wspólnie przekazać coś na nagraniu. Tak się nie stało. Zamiast planowania, zrobienia specyficznych nagrań, napisaliśmy piosenki tak, żeby pasowały do tego specyficznego planu, jednakże musieliśmy krytycznie stwierdzić, że nagrania nie brzmią właściwie, naturalnie czy też kompletnie.

Po roku ostrej samokrytyki odłożyliśmy te feralne utwory i skontaktowaliśmy się ponownie z Robem Cavallo i Doug’em McKean’em, by ocalić nasz zespół i nagrać materiał, który mógłby znaleźć się na Danger Days.

Aby wykluczyć nieporozumienia, w żadnym wypadku nie uważam, że piosenki które napisaliśmy przed Danger Days są złe. Prawdę mówiąc nawet myślę, że niektóre z nich są wśród moich ulubionych jakie kiedykolwiek stworzyliśmy. Wiele z nich jest cholernie dobra… zostały po prostu stworzone w złym miejscu, w złym czasie, a my jako ich ‘rodzice’ nie byliśmy gotowi, aby zobaczyły światło dzienne… więc siedziały i czekały.

Trzymałem je na moim IPodzie i co kilka miesięcy przesłuchiwałem je i myślałem ‘ cholera!’. Na początku napawały mnie różnymi uczuciami… lubiłem piosenki, ale nie mogłem przestać kojarzyć ich ciężkimi czasami w których powstały. To powodowało, że czułem się trochę nieswojo. W miarę jak mijał czas czerpałem coraz więcej radości z słuchania ich i mogłem spojrzeć na przeszłość z większą czułością. Były moją sekretną playlistą, tylko dla mnie. Coś w rodzaju sekretnego zespołu który odkryłem i pokochałem i który tylko kilka innych osób na Świecie słyszało.

Im więcej czasu upływało tym większe było marzenie o wydaniu tych piosenek. Co ludzie pomyślą? Czy polubią je tak bardzo jak ja lubię je teraz? Albo czy nasz pierwszy odruch blokujący je pozostawiając nigdy nieusłyszanymi był dobrą decyzją?

Niedawno mieliśmy spotkanie zespołu, skończyło się na rozmowie o przeszłości i wspólnym odsłuchiwaniu tych piosenek, które stworzyliśmy niemal 4 lata temu. Dyskutowaliśmy o tym jakimi uczuciami nas napawają, jak doprowadziły nas do miejsca w którym jesteśmy teraz i jaki powinien być ich los. Jak możemy się posuwać naprzód jeśli nadal będziemy ukrywać przeszłość? Wspólnie zdecydowaliśmy, że ten rozdział w historii My Chemical Romance nie musi być nadal skrywany.

Więc na początku października wydamy dwie pierwsze piosenki i tak co miesiąc przez pięć miesięcy. W sumie 10 kawałków z serii Conventional Weapons którą stworzyliśmy w 2009 roku. Mamy nadzieję, że polubicie te kapsuły czasu i być może rzucą one trochę więcej światła na to skąd wzięło się Danger Days i może w jakim kierunku podąża przyszłość MCR. To zarówno najlepsze jak i najgorsze czasy… a teraz wreszcie nadszedł czas aby ujawnić Conventional Weapons.

Puście je głośno bez osądu. Nie traćcie wiary –xofrnk

**Sprawdźcie w przyszłym tygodniu listę utworów, program realizacji oraz szczegóły przedsprzedaży**

(tłumaczenie dla mychemicalromance.com.pl – Dr.Ienzo i Linnet).