Frank Iero dla Sixty Nine

Sixty Nine przeprowadziło rozmowę z gitarzystą My Chemical Romance, Frankiem Iero, kilka godzin przed ich piątkowym koncertem w Sztokholmie.

Jak się czujesz będąc z powrotem w Szwecji?

Strasznie mi zimno, haha. Nie, wiesz, czujemy się świetnie. Ostatnim razem jak tu byliśmy, to był czas The Black Parade. Byliśmy w trasie bardzo długo, przez dwa lata. To dobrze, że zrobiliśmy sobie przerwę, żeby sobie pożyć i być sobą, żeby pamiętać dlaczego kochamy muzykę i stworzyć płytę, z której będziemy dumni.

Umiesz powiedzieć coś po szwedzku?

Nie, niestety nie umiem… ale zadziwię cię! To trochę zabawne, siedziałem dzisiaj w hotelowym pokoju i oglądałem telewizję i wydaje mi się, że zrozumiałem zdanie „z radości zakwiczał jak świniak”, ale prócz tego nic nie umiem.

Jak wpadliście na pomysł z historią w teledyskach?

Zaczęło się od muzyki. To muzyka zainspirowała nas do stworzenia historii. Płyta, która jak stwierdziliśmy została nagrana w 2019 roku, po czymś w rodzaju apokalipsy, w pirackim radio. To jest główny zamysł płyty. Widać to w teledyskach, jesteśmy tam pewnymi postaciami, wszystko dzieje się na pustyni o nazwie The Zones.

To wygląda trochę jakby komiks przeniesiony do rzeczywistości…

Tak!  Dokładnie tak to się zaczęło. Gerard pracował nad takim pomysłem z naszym przyjacielem Shaunem Simonem. Chcieli stworzyć serię o nazwie „The True Lives of Fabulous Killjoys”, a my w tym czasie pracowaliśmy nad płytą. Spotkaliśmy się, pogadaliśmy i zastanowiliśmy się dlaczego rozdzieliliśmy dwie rzeczy, które mają takie samo przesłanie. Wtedy właśnie zaczęliśmy pracować nad tym planem komiksu i dlatego wsadziliśmy w to tyle artyzmu.

Ale dlaczego wszystko dzieje się w przyszłości?

To było inspirowane filmem Łowca Androidów, jego akcja odgrywa się w tym samym roku. Ale kiedy sami siebie zadamy pytanie czemu wybieramy przyszłość, sądzę, że zrobiliśmy to dlatego, bo wiedzieliśmy, że musimy wejść wyżej niż zawsze, że to nowy poziom. Musieliśmy iść dalej i to musiało się stać szybko. Ktoś powiedział „Okay, dobra, wyobraź sobie przyszłość, co robisz i jak brzmi wtedy zespół?”. Odłożyliśmy więc gitary i wzięliśmy syntezatory i inne instrumenty, których chcieliśmy użyć, ale z których wcześniej nie korzystaliśmy. Próbowaliśmy nowych rzeczy i staraliśmy sobie wyobrazić jacy byśmy byli za tych kilka lat. Jak brzmi teraz muzyka rockowa? Co jest z zespołem? Jaką masz w nim rolę?

Bohaterowie, których gracie, są martwi na końcu teledysku SING…

Sądzisz, że to koniec? Haha! Mamy w planie zrobić trzeci teledysk na podstawie tej całej historii, ale nie sądzę, żeby szybko został nagrany.

Macie zamiar kontynuować taki styl muzyki i kolorowej radości w następnym albumie?

Och, hm… Nie wiem. To jedna z fajniejszych rzeczy w naszym zespole – nie wiemy co będzie później. Każda płytka jest różna od poprzedniej, więc myślę, że następny krążek też będzie inny.

Jasne, rozumiem, ale to była ogromna zmiana.

Tak, wiem, haha. Wiele zmian w naszym życiu miało miejsce, dorośliśmy podczas tych lat w trasie. Jak wyjeżdżasz z domu na trasę trwającą dwa lata i masz możliwość zobaczenia miejsc, których nigdy nie miałeś nawet nadziei zobaczyć, to właśnie sprawia, że dorastasz najbardziej. Gramy razem 10 lat i to było nie do uniknięcia. Jedynym sposobem, żeby zespół przetrwał, to zmiany i wspólne rozwijanie się. Pomyśl, byłabyś szczęśliwa, gdyby zespół po czterech latach wrócił z taką samą cholerną muzyką? To byłoby nudne, haha!

Jaka jest twoja ulubiona piosenka z nowego albumu i dlaczego?

„The Kids From Yesterday” jest moją ulubioną, ale lubię też „Vampire Money”.  Tej piosenki słuchałem cały czas. Jak jesteś w zespole, są takie momenty, gdy słyszysz piosenkę napisaną przez kogoś innego i myślisz „Wow, dlaczego ja o tym nie pomyślałem? To ja powinienem napisać tę piosenkę!”. Gdy napisaliśmy ten kawałek, czuliśmy się właśnie w ten sposób, że inni pomyślą tak o nas.

Jak opisałbyś wasze koncerty?

Nasze koncerty teraz są przeciwieństwem tego, co pokazywaliśmy przy The Black Parade. Dwa lata temu wszystko było przygotowane, ciuchy, to był spektakl. To wszystko było przez tę koncepcję, której musieliśmy się trzymać, od pierwszej do czternastej piosenki. Więc co wieczór ubieraliśmy się w swoje stroje, wychodziliśmy na scenę i wszystko odgrywaliśmy. To nie był koncert rockowy, to było coś w stylu wędrownego cyrku, którym stały się nasze występy. Dlatego pewnie zniechęciliśmy niektórych ludzi. Tak więc, kiedy nagraliśmy tę płytę, powiedzieliśmy sobie, że nigdy więcej do tego nie wrócimy, to był nasz cel. Teraz gramy wszystko, stare i nowe piosenki. Gramy utwory, których nie graliśmy od kilku lat. Jest też kilka piosenek, których propozycję ktoś rzucał dla żartu, a w końcu dochodziło do tego, że któryś mówił: „Dobra, spróbujemy”, a drugi na to „Ale nie ma, kurwa, takiej opcji, żebym to pamiętał!”, ale wszystko się przypomniało. Teraz mamy też pokaz świateł, który cię pewnie zaskoczy. Kurczę, cholernie go lubię!

Którą piosenkę najbardziej lubisz grać na żywo?

To trudne. To jakbym miał powiedzieć, które dziecko bardziej kocham. No, nie wiem, każdy utwór ma specjalne miejsce w moim sercu i jest kilka piosenek, do których nigdy nie zmienię podejścia. Ale w tej chwili moja ulubiona piosenka do grania na żywo to Destroya!

Czy doświadczyłeś czegoś, co zapamiętasz na zawsze?

O człowieku, jesteśmy farciarzami. Mam możliwość tworzenia i grania muzyki na całym świecie dla naszych fanów razem z moimi najlepszymi przyjaciółmi. Nie ma w tym złych doświadczeń, jedyną złą rzeczą w tym wszystkim jest sam fakt podróżowania, tak sądzę. Ale takie niesamowite doświadczenie… Nie mogę teraz nic sobie przypomnieć, ale jako artysta, muzyk i już jako ojciec, myślę, że spotkanie kogoś, kto tak samo mocno jak ja kocha i szanuje to, co robię jest czymś takim, mam tutaj na myśli fanów. To trudne do wyobrażenia; piosenka, którą napisałem w moim pokoju i gram ją z kimś po całym świecie dla kogoś, kto kocha tę piosenkę jak ja sam, ale w trochę inny sposób. To że masz wpływ na czyjeś życie jest chyba najbardziej ekscytującym doświadczeniem jakiego możesz kiedykolwiek doświadczyć.

Wydaje mi się, że macie dobre kontakty z fanami.

Tak, mamy najlepszych fanów, serio. Inni mówią to cały czas, ale kłamią, bo nie są w naszym zespole. Naprawdę. Nasi fani są niesamowitymi ludźmi, są nieziemsko kreatywni. Nigdy nie zamieniłbym ich na nic w świecie.

Wywiad przeprowadziła Gosia Machaczka dla Sixty Nine.

(tłum. Sharp, dla mychemicalromance.com.pl)

Jaka jest Twoja ulubiona piosenka do grania na żywo?
To trudne. To jakby powiedzieć: „Jaki jest twój ulubiony dziecka? „. Nie, ale każdy utwór ma specjalne miejsce w sercu i jest kilka piosenek, które nigdy się nie stara. Ale w tej chwili moja ulubiona piosenka do grania na żywo i zniszczyć!