Wywiad z Mikey’im i Frankiem dla I Like Music

Wywiad dla I Like Music z Frankiem i Mikey’im

Widok z lotu ptaka na Arenę Wembley późnym popołudniem 12 lutego będzie ukazywał rój jednolitej, czarnej powodzi. Fani zespołu My Chemical Romance już dawno zostali okrzyknięci pasjonatami buntu – w 2008 roku „Daily Mail” przyczepił im plakietkę miłośników samobójstwa, czym wywołał protest MCRmy proza bramami ich urzędu, podczas gdy w zeszłym roku pisarz Luke Lewis z NME otrzymał wiele niemiłych wiadomości po jego niezwiązanych z muzyką komentarzach na temat zespołu.
Przepuszczając grono zwycięzców spotkania z zespołem, jesteśmy tutaj teraz, a by przeprowadzić wywiad z ich idolami. „O co ich zapytacie?”- takie same pytania, jak zadane nam przez ich wytwórnię przed wywiadem zostały potwierdzone. Cztery albumy, wyprzedane trasy koncertowe i kariera muzyczna w ciągu dziesięciu, satysfakcjonujących lat, MCR są teraz w centrum wielkiego przedsięwzięcia. „Jesteśmy tutaj, aby mówić o muzyce. O ich gitarach. O wydanych nagraniach.”

Labirynt ze sceną prowadzi nas do Mikey’ego i Franka. Siedząc w schludnej przebieralni wyglądają niewiarygodnie spokojnie, możemy podjąć rozmowę o muzyce – o nowym Epiphonie Mikey’ego, dzięki któremu przeżywa chwilę jasności na scenie udając Bruce’a Dickinson’a oraz ich rzeczywistym uznanie dla najbardziej oddanych wyznawców MCR .

Lubię muzykę, ponieważ… jest dla mnie wszystkim” Frank, My Chemical Romance

ILM: Właśnie rozmawialiśmy z waszymi uroczymi, wiernymi fanami. Ostatniej nocy spali na zewnątrz, a wy zaprosiliście ich do soundcheck. To bardzo miłe!
Mikey: Tak. Nasi ludzie wyszli na zewnątrz na papierosa i wrócili mówiąc: „Mamy wspaniały pomysł!”

ILM
: Świetny pomysł rzeczywiście…
Frank: Tak. Przyjrzeliśmy się, było tam trochę śpiworów i rzeczy. Pomyśleliśmy: „Hmm, ilu może ich tu być? Nie może być tak, że tak dużo ludzi śpi na zewnątrz!” Więc nasz ochroniarz wyszedł i zapytał ich czy chcą wejść do środka.
Mikey: Dzieciaki myślały, że ich wyrzuca! Myśleli, że zostali oszukani. Mówili: „Nie zabierzesz nas do soundcheck…, próbujesz nas stąd wykopać!” Byli bardzo dumni, kiedy dowiedzieli się, że idą zobaczyć soundcheck! Haha! To było świetne! Byli tak bardzo podekscytowani, to było świetne widzieć radość na ich twarzach.

ILM: Z wszystkich rzeczy jakie mógł zrobić dla ciebie twój ulubiony zespół, zaproszenie na próbę dźwięku na Arenie Wembley jest…
Mikey: Są zespoły, których byłem fanem w młodości i jeżeli zrobili by dla mnie to samo, było by to coś wspaniałego!

ILM: Nie rozmawialiśmy jeszcze z zespołem, tak krótko przed wielkim show. Jest po osiemnasta, siedzimy za kulisami na Wembley… Jak się czujecie na myśl o wieczorze? Czy adrenalina zaczęła już działać?
Mikey: O tak, to uczucie w twoim żołądku, dosłownie od obudzenia się rano tego dnia. Naprawdę, nieważne jak duży koncert gramy. Jest też intensywność w twojej klatce piersiowej, która jest jak… cóż, to nigdy nie zniknie. To jest jednocześnie straszne i wspaniałe! Nie zamieniłbym go za nic na świecie.
Frank: Nie sądzę, żeby był koncert, przed którym nie obudziłem się chory.
Mikey: Tak! Hahaha! Jesteś taki nerwowy.
Frank: Wiedząc co masz do odegrania tej nocy… Wczoraj mieliśmy próby i co? Nic, czułem się znakomicie, w końcu jesteśmy na Wembley, później przyszły dzieciaki i było świetnie. Wszystko co mogłem myśleć to, że „Jutro zamierza być znakomite!” Następnie obudziłem się rano i… o nie. Sądzę, że to wszystko jest w myślach.
Mikey: Takie same rzeczy dzieją się ze mną. Mamy dzień produkcji i jestem jak „Człowieku, to jest znakomite! Mamy to!” Później następnego dnia :” O mój Boże, jestem taki przerażony, o mój Boże! To zawsze powoduje powrót do punktu wyjścia.”
Frank: 12 godzin tortur. I wtedy światła gasną. Jesteś tam. I jest wyśmienicie. Jednak chwile aż do tego momentu, są najgorszymi w moim życiu.

ILM
: Nie ma odwrotu…
Mikey: Tak, mogę odnieść się tylko do bycia astronautą, wskazując na przestrzeń i wystartować… Czujesz jak startujesz. To uczucie nie do opisania.

ILM: Czy pamiętacie swój pierwszy wspólny występ?
Frank: To było w Club Chrome.
Mikey: Chrome! Tak! To był twój pierwszy występ. I jest nawet filmik na YouTube z tego wydarzenia! Oglądałem go i krzyczałem: “Hej, to pierwszy występ Frankiego!”
Frank: To był ich 12 występ jako zespół, a mój pierwszy.
Mikey: Ale nasz pierwszy koncert graliśmy z jego zespołem, więc… wszyscy graliśmy nasz pierwszy wspólny koncert!

ILM: Idąc głębiej w przeszłość, kiedy pierwszy raz zakochaliście się w muzyce? Kiedy uświadomiliście sobie, że to jest to, co chcecie robić w przyszłości?
Mikey: Kiedy miałem 8lat mój starszy brat kupił kasetę “Live after death” Irom Maiden. Słyszałem mowę Churchilla, słyszałem tłum i i to miało na mnie duży wpływ. To był emocjonalny facet, pamiętam wielkie podekscytowanie i myślałem „Człowieku, wyobraź sobie bycie w zespole rockowym?”. Stawałem na kanapie i udawałem, że jestem Brucem Dickensonem. To jest moje najwcześniejsze wspomnienie o myśleniu „Jakby to było? Jakby to było grać w zespole dla ludzi, którzy są podekscytowani, że ich zobaczą?”
Frank: Mój dziadek i tata grali na perkusji. Zawsze chciałem być w zespole. Zawsze chciałem grać muzykę. Pamiętam, że będąc w ósmej klasie dostałem gitarę i uczyłem się pierwszych czterech akordów do Teen Spirit. A potem mówienie wszystkim, że grałem na gitarze!
Mikey: Haha! Pamiętasz te chwile? Uczenie się akordów do Teen Spirit! Tak! Haha!
Frank: I uczenie się ich źle? Haha!

Mikey: Haha! Tak! Mam podobną historię z tą nauką akordów do Teen Spirit… hahaha!
Frank: Ale zrobiłeś to! Każdy to zrobił! I natychmiast zdecydowałeś: “Jestem teraz gitarzystą!” Mieliśmy mieć zakończenie roku i nasz nauczyciel do muzyki powiedział „Czy ktokolwiek tutaj gra na gitarze?” Mój głupi kolega krzyknął: „Och, on gra na gitarze!” Przekląłem. Potem grałem na zaskoczeniu. Pamiętam strach na miesiąc przed ceremonią, ucząc się akordów. Ale to był… cóż, to był mój pierwszy koncert!

ILM: Więc na początki czułeś się chory na miesiąc przed koncertem, zamiast przez jeden dzień.
Frank: Tak, dokładnie!
Mikey: Człowieku, nasz pierwszy występ… Pamiętam, że musiałem dużo pić, żeby zebrać się na odwagę i dostać się tam. Skamieniałem.
Frank: O tak, pamiętam to.

ILM: <rozgląda się po garderobie> A teraz mamy fajny wybór wody i napojów gazowanych zamiast tego… o nie, z tyłu jest trochę wina…
Mikey: Tak… Czasami zostawiam je na później, po koncercie. Staram się nie robić niczego dla siebie, zanim pójdę.

ILM: Oczyścić umysł.
Mikey: Dokładnie.

ILM: Opowiesz nam o swojej kolekcji płyt?
Mikey: Mam wszystkiego po trochę. Oprócz kaset. Były wielkie, kiedy dorastałem… ale zawsze wiedziałem, że nie pójdą daleko. Pamiętam, że kiedy dostałem kasetę, byłem bardzo zainteresowany. Im więcej słuchałem, tym bardziej pogarszała się jakość dźwięku. Więc nie inwestowałem w nie wiele. Kupiłem winyle, później CD, a teraz wracam do winyli. Lubię wielkie okładki.
Frank: Pamiętam, że kasety były duże z powodu mixtape’ów. Tworzyłeś swoje własne utwory i dawałeś je swoim znajomym.
Mikey: Uwielbiałem sam tworzyć!
Frank: Ta sztuka jest stracona. Nawet na CD. Przejścia między utworami… Myślę, że właśnie dlatego kocham nasze setlisty tak bardzo.

ILM: Jak dużo czasu przeznaczacie na setlistę?
Mikey: Chodzi o uczucie powietrza. Podczas gry setlisty, chodzi o energię w pomieszczeniu. Zmiana energii. To jak bycie na rollercoasterze. Muszą być chwile fałszywego bezpieczeństwa, a następnie chwile szaleństwa.

ILM: Jak się czujecie, kiedy występujecie na scenie przed tak ogromną widownią?
Frank: Czasami masz te chwile jasności…
Mikey: Nie możesz o tym Myślec, ponieważ możesz wtedy zrobić coś źle. Kiedy tam jestem i myślę „Cholera! To jest cudowne!”, wtedy boję się najbardziej. Musisz myśleć, że “to jest całkowicie normalnie. W porządku. Nie, to jest całkowicie normalnie! “ Wiesz o tym? W momencie kiedy o tym pomyślisz, zaczynasz straszyć sam siebie.
Frank: To prawda. To brzmi śmiesznie, ale kiedy uświadomisz sobie, że podłoga rzeczywiście istnieje, że to nie sen, wtedy przychodzą te małe momenty. Możesz to zobaczyć na naszych twarzach. Zobaczysz albo horror, albo nasze uśmiechnięte twarze. To są te przerwy, w których możesz powiedzieć, że właśnie uświadomiliśmy sobie, co robimy. Momenty, których więcej nie możemy zatrzymać. Wspaniałe chwile.

ILM: Przechodząc ze zbioru płyt do zbioru gitar… Macie ich wiele? Która ‘muzyczna broń’ jest Twoją ulubioną?
Mikey: Jestem entuzjastą Fender Mustang Basses. Lubię jej krótki gryf i wagę. Z powodu mojego wzrostu, kiedy gram na pełnoskalowym basie, wyglądam trochę dziwnie. To wygląda prawie jak dziecko, które ubrało kurtkę swojego ojca. Trzymam go nisko, ale to wygląda bardzo głupio. Tak więc Fender Mustang Basses. Mam ich kolekcję. Zrobili mi nawet jedną całkiem fajną, którą używam jako główną gitarę. To jest teraz moja ulubiona – Mustang.
Frank: Mam bardzo dużo gitar. To dziwne, ale kiedy grasz lub piszesz piosenkę, szczególnie kiedy piszesz, potrzebujesz wtedy właściwej gitary do skończenia tej piosenki. Czasami możesz grać riff tygodniami i nie będzie ci wychodził, dopóki nie odłożysz gitary i nie weźmiesz kolejne. Myślisz wtedy: „Och, czekaj. Teraz jest tak jak powinno być!” Uwielbiam wchodzić na ebay i sprawdzać te wszystkie, dziwne japońskie egzemplarze. Jest tam dużo dziwny przedsiębiorstw, które tworzyły gitary w latach 60., Teisco, Echo i Kay są jednymi z nich. One są wspaniałe! Mają wszystkie te tarcze, że naprawdę nie robią tego, do czego zostały stworzone. Zmieniają rzeczy w całkiem fajny sposób. Hm… Tak więc mam dużą kolekcję tych, na których granie oznacza wielką pracę, ale radzę sobie. Teraz gram na Epiphonie. Mieli tą gitarę już w latach 60-tych, nazywała się Bullseye. Zmieniłem ją trochę, wziąłem gryf od Les Paul’a i przełożyłem do niej. Jest tam też kill switch i przełącznik dzwonka, który jest niesamowity. Świetna zabawa!

ILM: Czego ostatnio słuchacie?
Mikey: Ostatnio znalazłem nowe nagranie Black Keys i Sleigh Bells. Wiem, że masz mnóstwo zespołów, które kochasz…
Frank: Jest taki zespół z Kansas, nazywa się The Architects. Są wspaniali, tak jak grupa z Londynu, Jim Jones Revue.
Mikey: Tak, są fajni.
Frank: Jest też zespół White Drugs z Mid-Wes, który strasznie lubie. Jest też kolejny, The Bronx, których ludzie powinni stanowczo przesłuchać.
Mikey: Och! Titus Andronicus!
Frank: Titus Andronicus z New Jersey są świetni!
Mikey: Piszą znakomite rock n roll’owe historie. Kocham też The Decemberists, właściwie należą do moich ulubionych.

ILM: My Chemical Romance przebyli długą drogę od ich pierwszego występu. Jakie macie teraz odczucia na temat zespołu?
Mikey: Jesteśmy czwórką prawdziwych przyjaciół spędzających razem czas, podróżując po świecie, zwiedzając znakomite miejsca i grając dla świetnych ludzi. Nie sądzę, żeby coś się zmieniło. Jestem przywiązany do takiego trybu życia.
Frank: Tak długo, jak jest fajnie, takie ultimatum. Wspaniałe jest to, że nie wiemy co wydarzy się dalej, nie możemy niczego oczekiwać. Ten sposób przewidywania utrzymuje nasze życie w zabawny sposób.
Mikey: W tej rewolucji zawsze jesteśmy w szoku, jak każdy inny. Nie możesz tego znaleźć, to przychodzi i znajduje ciebie. Nie możesz sformułować, jak to będzie, po prostu musisz się tego dowiedzieć.

(wywiad przetłumaczyła Nusia, dla mychemicalromance.com.pl)